menuksięga gościMój profilImię: Mów mi ...
|
Anioły istnieją. Nie wierzysz? Wejdź.4. ' ... drobne ciało brata leżało ... 'Część 4.Czarnowłosy usiadł na róg wanny. Uśmiechnął się, sam do siebie. Nachylił nad rozbitym lustrem. Wziął kawałek szkła do ręki, uniósł go do góry. Uważnie oglądną go z każdej strony. Podwinął rękaw bluzy... Próbowałam opanować nerwy. Stanęłam na przeciwko chłopaka. W myśli ciągle powtarzałam, `Nie rób tego, idioto. Masz całe życie przed sobą`. Przejechałam ręką po jego dłoni, Bill upuścił szkło. - Co ja wyprawiam. - Powtarzał w kółko. Wybiegł z łazienki, i skrył się w swoim pokoju. Usiadł na łóżko. Po jego policzkach popłynęły łzy. Nawet nie próbował ich wycierać, i tak nie miałby szans. Usiadłam obok niego. Objęłam jego drobne ramiona. Bill tak bardzo cierpi, a ja nie jestem w stanie mu pomóc. Taka bezradność boli. Nawet w ciągu życia nie zaznałam czegoś takiego. Właściwie sama nie jestem w stanie wytłumaczyć tego wszystkiego. Z jakiego powodu, sławny Bill Kaulitz widzi tylko czarną stronę życia? Dlaczego nie jestem w stanie wniknąć do jego wnętrza? Poznać go od tej lepszej strony? Co stoi za tak częstą zmianą humorów? Pytań wiele, zero odpowiedzi. Im intensywniej wpatrywałam się w chłopaka, tym bardziej układałam sobie wszystko w jedną całość. Gdy Bill jest w towarzystwie brata bądź równie bliskiej mu osoby, zapomina o wszystkich problemach. Wszystko odchodzi na drugi plan, liczy się tylko ta chwila spędzana z tym człowiekiem. Stara się sprawiać pozory. Lecz, gdy nikt na niego nie patrzy, czuje się samotny, odrzucony, niekochany? Chcąc zwrócić na siebie uwagę, diametralnie jego humor zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni. Gdyby owy sposób jeszcze działał, nie miałabym zastrzeżeń. Drzwi pokoju czarnowłosego z hukiem otworzyły się. Po chwili na środku pokoju stała Simone. Wpatrywała się w syna. Przybliżyła się do niego i czule objęła. Jej wzrok błądził po całym pomieszczeniu, nie była w stanie wydusić żadnego sensownego słowa. Ledwie opanowywała łzy. Miała ochotę wybuchnąć niczym wulkan, wykrzyczeć wszystko to, co jej leży na sercu. - Mamo. Ja... przepraszam. Nie chciałem. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Naprawdę. - Próbował się tłumaczyć. Kobieta milczała, jeszcze mocniej przytuliła syna. Niepowtarzalny widok. Matka i syn wtuleni w siebie, przyciągani jakąś niezwykłą siłą. Siłą nazywaną przez wielu miłością. - Odpocznij. W końcu jutro wyjeżdżacie. - Wyszeptała. W jej głosie można było wyczuć ból, rozgoryczenie. Znowu musi rozstać się z najbliższymi jej osobami. Chciałaby dwadzieścia cztery godziny na dobę, być blisko bliźniaków. Niestety, to niemożliwe. Z każdą sekundą wpatrywania się w Billa, czuła jeszcze większy ból. Nie chcąc pogorszyć sytuacji, wyszła z pokoju. Chłopak przykrył się kocem leżącym na łóżku. Nie dał rady zasnąć. Położyłam się tuż koło niego. Bill w powietrzu rysował serca. Jedno za drugim. Niczym w amoku. " ... Ogromny szary wieżowiec, na samej górze tuż przy krawędzi stał zapłakany Bill. W ręku trzymał białą lilię. Ludzie gromadzili się wokół budynku. Obserwowali czarnego, czekali na jego ruch. Pogotowie ratunkowe, policja, straż pożarna. Helikopter krążący nad jego głową. Dziennikarze relacjonujący wszystko na żywo. Przed telewizorami zapłakane, i spanikowane fanki. - Żegnajcie. - Wyszeptał. Wyciągną rękę przed siebie, rzucił kwiat. Lekki wiatr 'pokierował' rośliną tak, że wpadła prosto w dłonie Toma. Chłopak klęczał patrząc w górę. Tak bardzo bał się, iż straci brata - zarazem przyjaciela, osobę która jako jedyna zna go na wylot, rozumie go, czuje to co on. Czarnowłosy przybliżył się do krawędzi. Spojrzał w dół. Bał się skoczyć. Chciał się wycofać. Przesuną prawą nogę do tyłu. Poślizgnął się... Tom słysząc przytłumiony huk nie był w stanie nic zrobić. Bał się spojrzeć przed siebie, gdzie drobne ciało brata leżało zalane krwią. Przypominał sobie wszystko. To co było. Dobre i złe chwile..." Powieki Billa samoistnie się otworzyły. Jego serce mocno biło, głośno oddychał. Przetarł rękoma oczy. - Tom! - Wołał brata. Po chwili drzwi do pokoju czarnowłosego otworzyły się. Do środka wszedł zdyszany Tom. Czyżby biegł? - Coś chciałeś? - Zapytał poważnym tonem. Bill pokiwał twierdząco głową. Wziął głęboki oddech. - Jesteś spakowany. Za godzinę jedziemy. - Oznajmił. - Tak, ale widzę, że ty chyba nie. - Powiedział niepewnie. Czarny rozglądną się po pomieszczeniu. Rzeczywiście. Ubrania porozrzucane, gdzie się tylko da. Zepsute jedzenie, woda porozlewana na podłodze, a nawet kawałki rozbitego lustra przy łóżku. - Przepraszam. Już się za to biorę. - Wymruczał. Chwycił do rąk torbę, bez namysłu zaczął wpychać wszystko co miał pod ręką... Ciąg dalszy nastąpi.
V. śro mar 08 / 12:38:57 [Powrót] Odważysz się?
Podstrona: *1* / 2 |